Po reaktywacji At The Gates, dwóch muzyków grupy przez pewien czas działało równolegle w tych dwóch projektach, wydając nową muzykę (mowa tu oczywiście o Jonasie i Adrianie, Anders odszedł z kapeli w 2012 roku).
W 2025 roku pojawił się nowy album kapeli, kolejny już po powrocie do składu wokalisty Marco Aro, który choć ma mniej różnorodny wokal od Petera Dolvinga, równie dobrze sprawdza się w energicznym repertuarze.
Po okresie eksperymentalnym, muzycy wrócili do tego, za co fani lubili ich najbardziej i co być może czują najlepiej, czyli do dociążonego, nowoczesnego thrash metalu. Dziesiąty krążek Szwedów wprawdzie nie zrównał mnie z ziemią, ale słuchało mi się go z nieukrywaną przyjemnością.
Kilka utworów spowodowało szybsze bicie serducha i postawiło na nogi lepiej niż double espresso. "Warhead"przywołujący mocne skojarzenia z pewnym utworem Grip Inc. (pamiętacie "Hostage To Heaven" z płyty "Power of Inner Strength"?), "To Bleed Out" czy absolutny hicior "Unbound".
Płyta jest spójna, energiczna i bezkompromisowa. Nie uświadczymy tutaj udziwnień, eksperymentów. Czysty metal okraszony nowoczesnym brzmieniem i odwołaniem do klasycznych albumów tej formacji, nagranych z Marco Aro, czyli "Made Me Do It" i "One Kill Wonder". Fanom Dolvinga na pewno będzie przeszkadzał jednostajny wokal Marco, ale ja akurat nie mam z tym problemu, bo pasuje dobrze do stworzonego materiału.
W zasadzie ten album mógłby się bez problemu ukazać pomiędzy wymienionym wyżej płytami, co świadczy o tym, że Panowie są w dobrej formie. Oczywiście, jeśli lubicie okres z tym wokalistą za sitkiem. Zdecydowanie jest to najbardziej porywający album po powrocie Marco do składu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz