Darkthrone jest niewątpliwie jednym z najważniejszych zespołów kojarzonych z drugą falą black metalu. Niemniej jednak zanim nagrali płyty, które stały się z miejsca kanonem czarnej sztuki, chłopcy z Kolbotn z Norwegii parali się graniem death metalu. Zresztą nie tylko oni i nic w tym dziwnego, gdyż w sąsiedniej Szwecji na przełomie lat 80 i 90 wprost oszaleli na punkcie tego podgatunku.
Rzecz w tym, że dane im było nagrać debiutancki album, który był dosyć oryginalny i nietuzinkowy, jak na tamte czasy i w dodatku został wydany przez Peaceville Records. Warto przypomnieć, że nagrywali go będąc w młodym wieku w legendarnym szwedzkim studio Sunlight, gdzie za konsoletą stali Tomas Skogsberg oraz Uffe Cederlund.
Przyznać trzeba, że już to, co zostało przeze mnie opisane robi wrażenie. Dopełnieniem tego jest muzyka, która jest ciekawa i wyróżniająca się na tle innych deathmetalowych wydawnictw z tamtego czasu - po obu stronach Atlantyku. Słychać, że młodzi muzycy są zarówno niezwykle obyci z instrumentami, jak i potrafią skomponować dobry materiał. Pełno tutaj zmian tempa - pędzenia na złamanie karku, wgniatających w ziemię zwolnień, kojarzących się z Autopsy. Podejście do grania jest jednak bardziej techniczne. Pojawiają się niebanalne solówki gitarowe grane przez Teda Skjelluma, słyszalny jest bas obsługiwany przez Daga Nilsena. Co jakiś czas słychać klimatyczne syntezatorowe plamy i całości mrocznego charakteru dopełnia growl z pogłosem wydobywający się z paszczy Teda.
Tym bardziej dziwi fakt, że muzycy porzucili wkrótce tę konwencję i materiał, który miał zostać zaprezentowany na kolejnej płycie, został odłożony na trochę lat do szuflady. W zamian za to, na fali wydarzeń w ich ojczystym kraju, postanowili odciąć się od przeszłości i zapodać światu coś zupełnie innego, granie bardziej proste w przekazie z niechlujnym i garażowym brzmieniem. Ale to temat na zupełnie inną opowieść.
Wokół debiutu Darkthrone urosło wiele mitów, podsycanych również przez sam zespół. Nie ma sensu tutaj wchodzić w szczegóły. Dla mnie liczył się zawsze fakt, że ten album jest bardzo dobry i lubię do niego wrócić od czasu do czasu - nie ważne co w duszy grało i aktualnie gra Tedowi i Gylve.
" Into the abyss I fall..."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz