czwartek, 30 kwietnia 2026

Inculter - Persisting Devolution (2015)

 
 
W dwóch pierwszych dekadach nowego wieku, Norwegia obrodziła w black/thrashowe hordy. Pojawiły się Nekromantheon, Deathhammer, Condor... Ze starszych stażem kapel Aura Noir nadal trzyma formę. Na scenie pojawił się także świetnie debiutujący Inculter. Jako, że ten rodzaj thrashu w szczególności do innowacyjnych nie należy, młodzi Norwegowie nie grają zbyt oryginalnie. W niczym im to jednak nie przeszkodziło aby nagrać szybki, jadowity metal opatrzony mrocznym i garażowym brzmieniem, idealnie pasującym do takiej muzyki. 
 
Już pierwszy kawałek następujący po intro solidnie wystrzelał mnie po mordzie. "Diabolic Forest", bo o nim mowa, spokojnie mógłby się znaleźć na "Persecution Mania" czy "Agent Orange". Później jest wcale niezgorzej. Takich "Traducers Attack" i "Mist of the Night" słucha się wybornie. W tym drugim pobrzmiewa riff kojarzący się z ich rodakami z Darkthrone, więc blackowy pierwiastek drugiej fali również jest obecny.

Słychać, że młodzi muzycy doskonale czują to, co grają i świetnie się w tym odnajdują.

sobota, 18 kwietnia 2026

The Halo Effect - Days Of The Lost (2022)

 


Gdy dowiedziałem się, że byli muzycy In Flames: Jesper Strömblad, Daniel Svensson, Peter Iwers, Mikael Stanne i Niclas Engelin (zgadza się, wszyscy mieli epizod w tym zespole) postanowili stworzyć coś razem, poplułem monitor i prawie spadłem z krzesła. Był to jeden z najważniejszych dla mnie newsów w świecie metalowym w ostatnich latach. 

Pozostawała tylko kwestia, co taki skład będzie chciał grać. Jak już doskonale wiemy, In Flames od dawna nie jest już tym zespołem, co kiedyś. Jesper aktywnie udziela się w swoim projekcie Cyhra, który totalnie do mnie nie trafia, z kolei Mikael Stanne dzielnie trwa na straży melodic death metalu, nagrywając w mniejszym lub większym stopniu podobne do siebie płyty z Dark Tranquillity.

W sieci zaczęły pojawiać się pierwsze utwory promowane teledyskami. Jeden z nich "Shadowminds" brzmi totalnie jak Dark Tranquillity, jest OK, ale bez rewelacji. Kolejny, będący utworem tytułowym "Days Of The Lost" to już inna bajka - brzmi zupełnie jak stare dobre In Flames z okresu "Colony" - "Clayman". Struktura kawałka, tempo i ogólny vibe, przypominają jeden z najlepszych utworów w historii In Flames, czyli "Embody The Invisible". Kawałek momentalnie wkręca się w głowę i nie chce z niej wyjść, nie da się przy nim spokojnie wysiedzieć. 

Płyta ukazała się 12 sierpnia 2022 i muzycznie jest to tak, jak mogliśmy przewidzieć na podstawie zaprezentowanych wcześniej nagrań (i składu osobowego), mieszanka In Flames z najlepszych lat, Dark Tranquillity (z późniejszych płyt) plus szczypta Gardenian. Oprócz typowych dla płomienistych zagrywek i pozytywnych melodii, pojawiają się klimatyczne zwolnienia, mrok, elektronika i czysty wokal Mikaela, kojarzące się z Dark Tranquillity.

Do najciekawszych punktów na tej płycie oprócz wspomnianego, hiciarskiego utworu tytułowego, zaliczyłbym "Conditional" zaczynający się lekko przesterowaną akustyczną partią, z chwytliwym growlowanym refrenem i gitarową melodią w tle, "A Truth Worth Lying For", gdzie z kolei mamy refren z czystym wokalem Stanne i akustyczną melodią przypominającą nam "Only For The Weak" pod koniec kawałka.

Płyta bardziej przypadła mi do gustu niż propozycje In Flames i Dark Tranquillity z tego okresu. Mamy więcej nośnych i rytmicznych kawałków, lepszy songwriting. Panowie zagrali to, co im w duszy gra, czyli klasyczny, ale nowocześnie podany gothenburg metal, bez przesadnego epatowania nostalgią. 

Czy niektóre kawałki mogły zostać wyciągnięte z szuflady na potrzeby tego albumu? Tego nie potwierdzono, ale możliwe, że tak było. Niemniej jednak, album powinien zaspokoić fanów In Flames z okresu "Colony"- "Clayman", tych, którzy tęsknią za Gardenian oraz ciekawych, jak brzmiałoby połączenie In Flames z Dark Tranquillity.

Jest to solidny album, ale mimo wszystko zabrakło na nim więcej strzałów tej klasy, co utwór tytułowy.