Zespoły takie jak Tribulation określam mianem "zespół kameleon". Zespoły, które z różnych przyczyn zmieniały styl na przestrzeni lat swojej działalności. Czasem była to chęć rozwoju artystycznego, koniunktura, a niekiedy też zakosztowanie życia gwiazdy rock and rolla i chęć zarobienia więcej $, zwiedzenia świata.
Takim mianem określam między innymi Tiamat, Amorphis, Katatonia czy Paradise Lost, którzy to nagrywali płyty, czasem będące nie tyle ewolucją, co rewolucją w swoim brzmieniu. Tego typu żonglowanie stylistyką prowadzi do różnych sytuacji. Najczęściej bywa tak, że jedni fani odchodzą, a na ich miejsce pojawiają się inni.
Tribulation zaczynali od grania death metalu starej szkoły (to nic, że już dawniej w Szwecji istniała kapela o tej samej nazwie grająca, o dziwo... death metal). Z biegiem czasu ich brzmienie coraz bardziej ewoluowało w kierunku bardziej gotyckich klimatów, poprzez melodyjny black metal, którego dosyć sporo mamy w omawianym w tym tekście krążku "The Formulas of Death".
Jest to krążek o tyle ciekawy, że oprócz deathmetalowych pozostałości z debiutu i wspomnianych naleciałości blackmetalowych, pojawia się tutaj też nutka psychodelii i gotyku. To tworzy nam całkiem ciekawy i wyróżniający się konglomerat na tle innych wydawnictw metalowych - zwłaszcza wśród młodszych stażem zespołów, bowiem udowadnia, że w metalu jeszcze nie wszystko zostało powiedziane i można stworzyć jeszcze coś, na czym zawiesimy ucho na dłużej.
Choć do tygla zostały wrzucone różne elementy, całość brzmi spójnie i nie sprawia wrażenia powielania schematów czy oczywistego wzorowania się na pewnych kapelach. Oczywiście, idzie wychwycić tu różne inspiracje, ale materiał stworzony przez Szwedów został tutaj podany w dosyć charakterystyczny sposób, co doprowadziło nawet do tego, że jedna z czołowych polskich kapel z kręgu metalu ekstremalnego wyraźnie zainspirowała się Tribulation na jednej ze swoich płyt.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz