Sinergy, jak wiadomo, pierwszą płytę nagrało w gwiazdorskim składzie.
Na dwójce zaszły zmiany i pojawili się nowi muzycy, mniej znani wówczas (przynajmniej na scenie międzynarodowej, bo na fińskiej znani i poważani) Roope Latvala, Tommi Lillman i Marco Hietala.
Płytę otwierają wrzaski wokalistki, a potem całkiem szybki i konkretny kawałek "The Bitch Is Back".
Śpiew pani Kimberly Goss jest już bardziej zdecydowany i ostrzejszy niż poprzednio.
Brzmienie gitar stało się również ostrzejsze i selektywniejsze, lecz pozbawione ciężaru i swoistego mroku, jaki był obecny na debiucie. Gitarzyści wycinają solówy takie, że aż strach.
Nowa sekcja rytmiczna również spisuje się jak należy.
Do ciekawszych momentów oprócz bardzo dobrego otwieracza zaliczam "Midnight Madness", "Lead Us To War" i "Wake Up In Hell".
Na koniec mamy jeszcze cover Blondie "Hangin' On The Telephone", z wstawką znaną z telefonów marki Nokia na wstępie.
Niesamowicie beznadziejna także jest okładka i ogólnie nieciekawie wykonana książeczka.
Nie licząc tych zgrzytów, płyta jest lepsza od poprzedniczki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz