Następna płyta tego szwedzkiego zespołu ukazała się szybko, bo już rok po poprzedniej.
Jeśli chodzi o technikę muzyków i skomplikowanie kompozycji, jest to kolejny krok naprzód.
Muzyka jest w bardzo podobnym klimacie do poprzedniczki, lecz utwory wydają się być bardziej złożone, skomplikowane i ogólnie materiał jest trudniejszy w odbiorze.
Wokal poprawił się technicznie, lecz maniera wokalisty nie należy niestety do moich ulubionych i to trochę psuje odbiór tej płyty.
Mike Wead po raz kolejny pokazuje swój kunszt i jak to już bywało wcześniej, album jest przepełniony solowymi partiami tegoż gitarzysty, najlepsza chyba jest w kawałku "Paradise of Pain".
Jeśli chodzi o najdłuższego na płycie "Necronomicon ex-Mortis", to akurat uważam ten utwór za udany, w przeciwieństwie do kolosa z poprzedniej płyty. W dodatku kawałek urozmaicają złowieszcze chóry.
Jest też średnio przekonywujący mnie utwór instrumentalny "Code 29" i zajebista, nowa wersja kawałka "Incubus" z debiutu.
Podsumowując płyta mniej mnie chwyciła za serducho niż dwie poprzednie, ale i tak dobra robota.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz