Za mikrofon powrócił Mikael Akerfeldt znany z Opeth i z nim została nagrana trzecia w kolejności płyta tego szwedzkiego zespołu.
Mam wrażenie, że materiał nagrany na trzeciej płycie skręca bardziej w stronę amerykańskiego grania śmierć metalu i nosi pewne znamiona twórczości Morbid Angel czy Deicide.
Tych naleciałości jest więcej niż na poprzednich płytach, jednak mimo to i tak słychać skąd pochodzi Bloodbath, bo jednak szwedzkiego grania jest też trochę.
Jest więc to płyta-pomost, którą spokojnie można polecić zwolennikom bardziej hamerykańskiego podejścia do grania, którym nie do końca odpowiada szwedzka formuła. Fani takich kapel jak Seance czy jedynki Hypocrisy lubią to.
Oczywiście fani typowego szwedzkiego defu też powinni powalczyć z zawartością "The Fatomless Mastery".
Co do jakości samej muzyki, to jest to nadal dobry materiał, lepszy nieco od poprzedniej płyty, ale nieprzebijający niszczącego i niepokonanego jak dla mnie debiutu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz