Rok 2000 przyniósł kolejny krążek In Flames zatytułowany "Clayman". Jest to rozwinięcie drogi obranej na "Colony", nawet oprócz muzyki brzmienie jest podobne.
Jednak kompozycje są bardziej przemyślane, nie ma
remake'ów starych kawałków, ani wypełniaczy i album przez to jest
bardziej spójny.
Płytę otwiera "Bullet Ride", całkiem dobry otwieracz ze spokojną zwrotką
i bardziej czadowym refrenem, ale w zasadzie to nic szczególnego, bo po
nim nastepuje zajebisty kawałek, do którego nakręcono teledysk "Pinball
Map". Nie ma co się rozpisywać, wszystko w tym kawałku to typowe In
Flames (oczywiście od czasu zmiany po "Colony").
Po nim nadszedł czas na jeden z nietypowych kawałków płomieni,
mianowicie "Only For The Weak" spokojny, bujający kawałek z chwytliwym
refrenem.
Potem szybsze "...As The Future Repeats Today" i spokojniejsze "Square Nothing" rozkręcające się podczas refrenu.
W końcu dane nam jest usłyszeć rozpędzony utwór tytułowy, który powala swoją dynamika, refrenem i znakomitą grą perkusisty.
Następny utwór się zaczyna od gitar akustycznych, mowa tu o "Sattelites
and Astronauts", jednak potem się rozkręca i mamy kolejną perełkę na
płycie.
Po nim mamy dwa energiczne utwory "Brush And Dust Away" i "Swim".
W kolejnym "Suburban Me" gościnnie solówkę zagrał Christopher Amott
znany z Arch Enemy i swojego heavy metalowego projektu Armageddon.
Na koniec płyty mamy najmniej wyraźny ze wszystkich, ale też dobry i nie wytrącający z rytmu płyty "Another Day In Quicksand".
W efekcie dostaliśmy album spójny, bardzo dobry na każdą okazję, jest
czad, jest energia, jest melodia czyli jest to co w In Flames najlepsze.
Jedynym mankamentem może być okładka, która jest słabsza niż ta z poprzedniego albumu, ale płyty, tak jak i książki nie ocenia się po okładce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz