Kolejny album został zatytułowany "Clandestine" i według mnie jest słabszy od znakomitego debiutu.
Jednak wiele ludzi może się ze mną nie zgodzić, bo wiem, że całkiem sporo osób ceni sobie ten krążek. Jest to niezła płyta, ale uważam ją za najsłabszą z przemocarnej trójcy początkowych wydawnictw.
Muzyka w pewnym stopniu się różni od tego, co było zaprezentowane na "Left Hand Path".
Moimi faworytami są fenomenalny otwieracz "Living Dead", "Blessed Be" i rozpoczynający się prującym bebechy riffem "Chaos Breed".
Płyta oczywiście wyprodukowana przez Skogsberga w Sunlight jest jedynym krążkiem w nagrywaniu, którego nie brał udziału Lars-Goran Petrov.
Długo trwały spory co do tego, kto drze japę na tej płytce. Co innego jest napisane w książeczce, innego zdania są niektórzy fani.
Spory toczą się wokół postaci Johnny'ego Dordevicia i Nicke Anderssona.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz