Amorphis, jak nietrudno było zauważyć, z płyty na płytę łagodził swoje brzmienie i dodawał coraz więcej melodii. O ile debiut był raczej death metalowy, to później z płyty na płytę od tego death metalu stopniowo odchodzili - w końcu pojawił się czysty śpiew.
Tak naprawdę, to zaczęły się prawdziwe jaja z momentem dojścia do zespołu wokalisty Pasi'ego Koskinena.
Zespół twierdził, że kogoś takiego jak on właśnie potrzebowali, już na "Elegy" pojawiło się dużo czystych wokali w jego wykonaniu, zaś na kolejnej płycie "Tuonela" te wokale przeważają.
Muzyka złagodniała również do poziomu progresywnego rock/metalu i po starych dźwiękach chociażby z poprzedniej płyty pozostał jeden relikt w postaci utworu "Greed", gdzie jeszcze możemy uświadczyć growl i naprawdę ciężkie gitary.
Reszta jest bardzo rozmiękczona, chociaż pojawiają się tu i ówdzie growlowe wtręty (przeważnie jako dodatek, w postaci jednego wyrazu). Kilka utworów wartych jest uwagi jak otwierający "The Way", tytułowy, "Shining", "Divinity" do którego nakręcono teledysk czy "Rusty Moon", gdzie pogrywa sobie flet.
Mamy również dźwięk saksofonu w utworach "Nightfall" i "Tuonela". Na saksie i flecie gra gościnnie Sakari Kukko.
Ogólnie droga jaką obrał zespół od tej płyty nie przekonuje mnie, choć tej płyty można jeszcze posłuchać.
Niemniej jednak, są ludzie, którym ten kierunek się spodobał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz