"Victory Songs" jest trzecią płytą Ensiferum, pierwszą bez Jari'ego, który postanowił odejść z zespołu, aby skupić się w większej mierze na swoim projekcie Wintersun.
Ta płyta jest także ostatnią, na jakiej zagrała Meiju Enho grająca na klawiszach.
Zanim to nastąpiło powstała EP-ka "Dragonheads", która wprawdzie nie zwiastowała nic nowego i szczególnie różniącego się od tego, co ten zespół prezentował wcześniej.
Pojawił się na niej nowy wokalista, znany z Norther Petri Lindroos.
Nowy wokalista zdziera japę znakomicie i myślę, że godnie zastępuje swojego poprzednika.
Nowa płyta zaś pokazuje nieco inne oblicze Ensiferum.
Na nowej płycie muzyka jest bardziej bombastyczna i monumentalna, aniżeli bardziej spontaniczne i selektywne kompozycje z dwóch poprzednich krążków.
Oczywiście słychać wyraźnie z kim mamy do czynienia, nadal jest harsh, nadal są epickie chóry i czyste zawodzenia, słychać także folkowe melodie i charakterystyczne dla nich zagrywki.
Od strony tekstowej także się nic nie zmieniło. Nadal jest to muza w ich stylu, ale nieco inna. Być może jest to naturalna droga rozwoju lub chęć udowodnienia Jari'emu, że dawni koledzy też potrafią tworzyć bardziej epickie kompozycje, choć Wintersun to nieco inny temat.
Kawałki wprawdzie nadal są chwytliwe, ale nie mają tej energii, co te z dwóch poprzednich krążków. Brakuje im nieco tej spontaniczności i wariactwa, bardziej luźnego podejścia do tematu.
Ale mimo wszystko wyróżniłbym tutaj "Wanderer", tytułowy utwór oraz "Deathbringer From The Sky".
Dobra robota, ale niestety jednak czegoś mi tu brakuje... Może Jari'ego?
Co do takich formalnych kwestii, to okładka jak zwykle autorstwa mistrza Necrolorda i w nagraniach wzięli udział różni goście, podobnie jak to miało miejsce poprzednio.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz