O tej płycie zwykło się mawiać jako "kamień milowy black metalu", "najlepsza płyta Satyricon", "ostatnia płyta prawdziwego Satyricon", ale i też "black metalowe pitu pitu", "leśne pitolenie Satyra i Frosta".
Gdzie jest prawda? Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, zapewne pośrodku.
Dla mnie to jest najlepsza płyta Satyricon, zawierająca klimat jaki mi odpowiada, choć też z drugiej strony czy jest sens zestawiać ją i porównywać z późniejszymi wydawnictwami tego zespołu?
Chyba nie do końca...
Patrząc na rozwój tego zespołu od momentu debiutu, traktując tę płytę jako trzeci z kolei album i zwieńczenie trylogii o średniowieczu, to należy z pewnością ją docenić i wyróżnić.
A jest za co! Partie gitarowe są zagrane z o wiele lepszą techniką, niż miało to miejsce wcześniej. Dodające tylko klimatu, a nie rozmiękczające reszty klawisze, również pasują i brzmią wybornie.
Satyr już w pełni wypracował sobie wówczas swoją charakterystyczną barwę wokalną. Frost na perkusji również spisuje się jak należy.
Pojawiają się też, co akurat nowością już dla nich nie jest, folkowe motywy i bardzo mi się podoba być może i wieśniacka dla niektórych, sesja zdjęciowa we wkładce do płyty.
Warta odnotowania jest gościnna obecność na płycie panów z Darkthrone. Tutaj występujących pod pseudonimami Kveldulv (gitara) i Herr Nagel (tekst do jednego z kawałków "Du som hater gud").

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz