Pierwsza płyta tego niezwykłego i fenomenalnego szwedzkiego zespołu dowodzonego przez niezmordowanego Dana Swano była raczej niczym szczególnie nie wyróżniającym się na szwedzkiej scenie death metalowej.
Wszystko tu jest zagrane, jak przystało na szwedzki death, jakichś specjalnych udziwnień tu nie uświadczymy.
Płyta trwa pół godziny z lekkim hakiem i bardzo dobrze, bo przez to nie dłuży się, ani też nie jest zbyt krótka. Trwa tyle ile powinna.
Przeważnie mamy do czynienia z utworami o długości około 3 minut, z wyjątkiem pierwszego utworu "Tales...", który trwa 6 minut, ale co najważniejsze wcale nie nudzi on słuchacza.
Przynajmniej mnie się nie udało nigdy tego odczuć, ażeby ten kawałek się dłużył.
Do ulubionych zaliczam jeszcze "The Dead", jedną z części Epidemic Reign czyli "Maze of Existence", "Angel Of Distress" oraz "Immortal Souls".
Bardzo ciekawie urozmaicają materiał dyskretnie powtykane klawisze w niektórych miejscach.
Panowie jednak rozwinęli skrzydła bardziej na późniejszych płytach, ta jest solidnym debiutem, ciekawie zapowiadającej się kapeli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz